2012-01-04 12:04:37Jako że absurd jest dla mnie najbardziej adekwatnym opisem rzeczywistości w której żyjemy, przed świętami na radomskim deptaku poczułem się w pełnej koherencji
Oto na miejskim trotuarze, wśród świątecznych iluminacji, przed urzędem z nową, elegancką elewacją, zobaczyłem krowę. Krowę łaciatą, rasy polskiej czerwono-białej. Absurd. Wszystko się zgadzało.
Krowa okazała się częścią wyposażenia szopki, w której za ludzkie postaci robiły czarne płaskie figury, owinięte kolorowymi szmatkami. Wśród tych stylizacji godnych Jacykowa czy Ewy Minge tylko gipsowy Jezusek był na miejscu. To znaczy był z innej bajki. Leżał ze wzrokiem wbitym w dach stajenki (stodółki?) z nieheblowanych desek. Nic tu do niczego nie pasowało. Absurd. Cudowny, wspaniały, pełen.
Chociaż to była dopiero przygrywka. W wigilijną noc trzej młodzi radomianie ukradli z tej szopki baranka. Szekspir by tego lepiej nie obmyślił. Ani Beckett, ani Ionesco, ani Dario Fo. W takim kontekście, w takich okolicznościach przyrody? Nigdy.
No więc zabrali tego baranka. Ścignęła ich Straż Miejska. I nawet doścignęła. I słusznie, w końcu rzec można, że popełnili nie tylko wandalizm, ale i świętokradztwo. Jednak każdy, kto nieheblowaną stajenkę przed urzędem widział wie, że o żadnym świętokradztwie mowy być nie może. O wandalizmie zresztą też. Biorąc pod uwagę, że takiej szkarady jak ta szopka radomianie dawno nie oglądali (chyba, że weźmie się pod uwagę plakaty wyborcze ostatniej jesieni), powinniśmy przyjąć, że trzej mężczyźni choć częściowo demontując konstrukcję, zadbali po prostu o estetykę deptaka.
Z drugiej strony pochwalić trzeba przezorność władz miasta – najwyraźniej władze przewidziały, że i tak ktoś szopkę (lub jej część) ukradnie (lub zdemoluje), więc kazały postawić takie byle co.
Ale może właśnie bylejakość szopki sprowokowała sprawców? Może nie śmieliby ruszyć z pietyzmem wykonanych i pięknie pomalowanych figur, jaśniejących światłem diodowych lamp? Wkraczamy tu jednak na grząski grunt rozważań co jest przyczyną, co skutkiem. To nie na karnawał.
Może po prostu trzej młodzieńcy chcieli zabawić się z barankiem? Ludziom różne rzeczy do głowy przychodzą.
A może myśleli, że baranek przemówi ludzkim głosem? W końcu potrzeba, by ktoś przemówił do nas ludzkim głosem - choćby i zwierzę - staje się coraz bardziej powszechna, coraz bardziej dolegliwa. Czemuż miała by ominąć trzech młodych mężczyzn w wigilijną noc? Zwłaszcza w wigilijną noc.
- Ale przecież baranek sztuczny - zauważy ktoś przytomnie. – A może tamci myśleli że prawdziwy, tylko zamarzł na kość i chcieli go dogrzać? - odpowiem na to. - Ale w tym roku jeszcze nie było mrozów...
Ano właśnie! I to jest największy skandal tej zimy! W lasach budzą się kleszcze, po domach latają muchy, w ogrodach kwitną forsycje.
Jest środek stycznia! Jeśli więc państwo szykują się na długi weekend, to trzeba raczej rower przygotować, nie narty.
A propos: w 2012 roku czeka nas siedem długich weekendów. Pięć z nich będzie wymagać zaledwie jednego dnia urlopu, by każdorazowo zyskać nieprzerwane cztery dni odpoczynku. Dziewięć spośród trzynastu dni świątecznych przypadnie na dzień roboczy. Łącznie z weekendami w tym nowym, pięknym roku czeka nas sto czternaście dni wolnych od pracy!
Ekonomiści twierdzą, że każdy nadprogramowy dzień wolnego kosztuje polską gospodarkę ok. 5 mld zł (to ponad 0,3 proc. PKB). Jednak nie powinniśmy psuć sobie tym humorów. Cały czas jesteśmy przecież zieloną wyspą. Śnieg nie pokrył trawników.
Sebastian Równy